Follow my blog with Bloglovin

piątek, 27 marca 2015

#2











                                                        Źródło: Banzaj, MrVintage, Szafa, Google

czwartek, 26 marca 2015

Witajcie kochane problemy!

Pojawiają się zawsze. Są obecne w życiu każdego z nas. W każdej ze sfer życia. I nie jest ważne, kim jesteśmy, jaką zajmujemy pozycję. W końcu dopadną każdego. Mowa o problemach.

Sztuką jest rozważne unikanie problemów, lecz jeszcze większym osiągnięciem jest takie ich rozwiązanie, które przynosi satysfakcję dla obu stron.

Kiedy decydujemy się wejść w głębszą relację z drugą osobą, trzeba sobie uświadomić, że prędzej czy później, pojawią się problemy. I sądzę, że nie jest to dla Ciebie żadna nowość. 
Oczywiście, ich źródła mogą być różne, generalnie jednak, biorą się one z różnicy zdań, między dwojgiem ludźmi. Nic dziwnego, przecież każdy z Nas jest wyjątkowy, a ta wyjątkowość przejawiać się może nawet w tak prozaicznej rzeczy, jak odmienne zdanie na dany temat. Gdyby każdy z Nas, byłby taki sam, Świat stałby się niesamowicie nudny.

Kiedy dochodzi do takiej wymiany zdań, rozsądnie byłoby zadać sobie pytanie, dlaczego ta druga osoba uważa inaczej, poznać przyczyny jej odmiennego stanowiska i postawić się na Jej miejscu.
Warto również zastanowić się, czy cała sprawa warta jest takiej konfrontacji i czy ewentualne zyski, z "wygranej" nie będą okupione poważnymi stratami, w postaci kilku przykrych słów, które na długo mogą zapaść w pamięć. 

I najważniejsze, to wyjaśniać nieporozumienia do końca. Związki bardzo często rozpadają się z powodu małych rzeczy, drobnych niedopowiedzeń, zamiatanych pod dywan. Po pewnym czasie, te błahe z pozoru sprawy, urastają do rangi nierozwiązywalnych, i coś, co miało trwać do końca życia, rozpada się. 

Kiedyś usłyszałem opowieść starszego mężczyzny, który opowiadał o swoim pierwszym małżeństwie. Bardzo kochał swoją żonę, jednak irytował go jej zwyczaj, który był dla niego nie do przyjęcia. Otóż podczas brania prysznica, zawsze zostawiała mydło w mydelniczce, w której zbierała się woda, przez co, po jakimś czasie, nie nadawało się ono do użycia. Mimo tego, iż wielokrotnie jej to powtarzał, Ona nic sobie z tego nie robiła. I po 10 latach nie wytrzymał i wystąpił o rozwód. Jako główną przyczynę rozpadu małżeństwa podał to, iż jego żona, zostawiała mydło w mydelniczce pełnej wody. I wtedy odezwał się facet, który słuchał tej opowieści od kilku minut i powiedział:
A dlaczego nie zrobił Pan dziurek w mydelniczce?
Ta krótka opowieść pokazuje, że czasami nie trzeba wiele, aby związek uratować, ale również co może się stać, kiedy zignorujemy pozornie błahe sprawy.

W chwili, kiedy w życiu dwojga ludzi pojawia się jakiś kłopot, warto zwrócić uwagę na jedną rzecz. 
Że każdy, nawet najmniejszy, rozwiązany wspólnymi siłami, pogłębia relację. Dlatego, kiedy na horyzoncie pojawią się problemy, upatruj w nich okazji do wspólnego rozwoju i czegoś, co jeszcze bardziej zbliży Was do siebie.




wtorek, 24 marca 2015

Samoakceptacja

Jakiś czas temu, podczas spotkania ze znajomymi, poznałem pewną dziewczynę, która powiedziała mi, że ma problem z akceptacją swojego wizerunku. 
Niby nic dziwnego, przecież mnóstwo dziewczyn, przeżywa podobne problemy. Jednak patrząc na nią, myślałem sobie "Kobieto, co Ty gadasz?!". 
Dziewczyna, mająca grono adoratorów, którzy tylko czekają na jej skinienie palca mówi, że nie lubi siebie dlatego, bo jest zbyt wysoka. (170cm) Patrząc obiektywnie, pewnie większość ludzi popukało by się w czoło mówiąc "Chciałbym mieć takie problemy jak Ty". Ale dla niej jest to olbrzymi problem. 
Z tej sytuacji są dwa wyjścia:
- Po prostu zaakceptować to, jakim się jest,
- Skazać się na bezsensowną walkę z czymś, z czym tak naprawdę nie można wygrać.
Bo czy można sprawić, że człowiek z dnia na dzień stanie się niższy bądź wyższy? Wybierając 2 opcje, sami skazujemy się na wejście w błędne koło:
Czuję się źle, bo jestem wysoka, nie mogę nic z tym zrobić, więc jest mi źle, bo jestem wysoka..

Najgorsze jest to, że istnieje duża grupa osób, które "walczą" w ten sposób ze swoimi "wadami"Mając przed sobą takie zagadnienie, warto zadać sobie pytanie:
Czy mogę coś z tym zrobić?
Jeśli tak, to świetnie, opracowujesz plan działania i z całych sił starasz się to zmienić.
Natomiast jeśli na tą chwilę, nic nie przychodzi Ci do głowy, możesz albo to zaakceptować, albo dalej mieć doła z powodu problemu, na który obecnie nie ma rady, znów samoczynnie wpędzając się w absurdalne błędne koło.

Sam miałem problem z zaakceptowaniem swojego wzrostu, gdyż moim marzeniem było być facetem mierzącym co najmniej 180 cm, bo przy moich marnych 173 cm, nie wyglądam zbyt widowiskowo. Ale zmieniłem podejście do tej sprawy, właśnie poprzez pytanie, które umieściłem wyżej.
Samoakceptacja to najlepsza rzecz, jaką możemy sobie "wyrządzić" :).

Popatrzmy na przykład Georgii May Jagger. Jest to modelka, która promowała naprawdę wielkie firmy, między innymi H&M, Reserved, Rimmel..
To tylko część jej portfolio. A gdy spojrzymy twarz, kiedy się uśmiecha widzimy... wielką szparę między jedynkami. I tutaj pojawia się pytanie.
W jaki sposób, udało się jej zrobić taką karierę, mimo tak szpecącej furtki między zębami?
Swój mankament przekuła w największy atut. Mimo tego, iż zarabia wielkie pieniądze, nie zdecydowała się na operacyjną poprawę tego, co natura dała jej w genach. Uczyniła z tego swój znak rozpoznawczy.
Ile dziewczyn, mimo tego, iż były niesamowicie piękne, nie zdecydowało się na podjęcie wyzwania bycia modelką, ponieważ według nich samych, z ich ciałem coś było nie tak.
Nauczmy się dostrzegać swoje atuty, bo jeśli sami nie będziemy w stanie ich wyeksponować, nikt inny tego za Nas nie zrobi.


Link do Instagrama Georgia May Jagger